Jeszcze kilka lat temu uważałam analizę kolorystyczną za fanaberię. Myślałam, że przecież sama najlepiej wiem, w czym wyglądam dobrze, a chusty i typy urody to sposób stylistek na wyciągnięcie pieniędzy.
Zmieniło się to w dniu, w którym sama usiadłam na fotelu. Kiedy przy mojej twarzy pojawiły się właściwe kolory, cienie pod oczami stały się mniej widoczne, cera odzyskała blask, a oczy wyszły na pierwszy plan. To nie były czary, tylko optyka i biologia.